Wysiadasz z samochodu po sześciu godzinach, prostujesz się i przez moment chodzisz jak ktoś o trzydzieści lat starszy. Plecy ciągną, kark jest twardy, a schylenie się po walizkę wygląda jak test sprawności. To nie musi oznaczać uszkodzenia kręgosłupa. Najczęściej ciało protestuje przeciwko wielogodzinnemu bezruchowi.
Nawet wygodny fotel staje się problemem, gdy przez kilka godzin prawie nie zmieniamy pozycji. Mięśnie pozostają napięte, biodra sztywnieją, a odcinek lędźwiowy i szyjny dostają dokładnie to, czego nie lubią, czyli monotonię. Ból po podróży często uspokaja się po kilku dniach, zwłaszcza gdy wracamy do łagodnej aktywności. Leżenie przez cały dzień zwykle nie pomaga, a dłuższy bezruch może przedłużyć dolegliwości.
Pierwszy odruch? Nie kładź się na cały dzień
Po podróży łatwo pomyśleć: bolą mnie plecy, więc muszę je oszczędzać. Ja zrobiłbym odwrotnie, oczywiście bez heroizmu. Krótki spacer, spokojne rozruszanie bioder i częsta zmiana pozycji są rozsądniejsze niż wielogodzinne zaleganie na kanapie.
Nie chodzi o trening ani agresywne rozciąganie. Ból nie jest zaproszeniem do sprawdzania, jak daleko potrafisz się schylić. Ruch powinien być łagodny i nie powodować wyraźnego narastania objawów.
W pierwszej dobie można spróbować:
• przejść się spokojnym krokiem przez 10 do 20 minut,
• co kilkadziesiąt minut zmieniać pozycję,
• zastosować ciepły okład, jeżeli rozluźnia napięte mięśnie,
• spać w pozycji, w której ból jest najmniejszy,
• skonsultować z farmaceutą lek przeciwbólowy, szczególnie przy chorobach przewlekłych lub przyjmowaniu innych leków.
Celem nie jest wyzerowanie każdego sygnału z pleców. Celem jest odzyskanie swobodnego ruchu bez dokładania kolejnych godzin bezczynności.
Fizjoterapeuta nie jest ostatnią deską ratunku
Do fizjoterapeuty warto umówić się wtedy, gdy ból nie znika po kilku dniach, powraca po każdej dłuższej podróży albo ogranicza chodzenie, sen, pracę i schylanie. Nie czekałbym miesiącami, aż ciało samo „nauczy się” znosić problem. Ono zwykle uczy się omijania bolesnego ruchu.
Dobry fizjoterapeuta nie powinien ograniczyć wizyty do masażu. Powinien sprawdzić zakres ruchu, siłę, reakcję na określone pozycje oraz sposób siedzenia i wstawania. Potem dobrać ćwiczenia do konkretnego człowieka. Fizjoterapia może pomóc odzyskać ruchomość i zmniejszyć ból, szczególnie gdy problem utrudnia normalną aktywność.
Wyobraźmy sobie kierowcę, który co tydzień pokonuje 500 kilometrów. Przez dwa dni po trasie boli go odcinek lędźwiowy, potem dolegliwości mijają. Może je ignorować. Może też zmienić ustawienie fotela, robić postoje i nauczyć się trzech ćwiczeń dobranych do jego ograniczeń. Druga opcja jest mniej efektowna niż cudowny zabieg, ale znacznie rozsądniejsza.
Są objawy, z którymi nie idzie się najpierw na masaż
Nie każdy ból po podróży jest zwykłym przeciążeniem. Pilnej konsultacji medycznej wymaga ból po poważnym urazie, szybko nasilający się, połączony z gorączką, wyraźnym osłabieniem nogi albo problemami z chodzeniem. Alarmem są również zaburzenia oddawania moczu lub stolca, utrata kontroli nad nimi oraz drętwienie okolicy krocza. W takich sytuacjach potrzebna jest szybka ocena lekarska, a nie samodzielne ćwiczenia czy przypadkowy masaż.
Z lekarzem warto skontaktować się także wtedy, gdy ból jest stały, mocny w nocy, promieniuje poniżej kolana, powoduje drętwienie lub mrowienie kończyny, towarzyszy mu niezamierzona utrata masy ciała albo nie poprawia się mimo domowego postępowania.
Następna podróż zaczyna się przed uruchomieniem silnika
Najlepszym sposobem na ból po trasie nie jest kolejna poduszka kupiona na stacji benzynowej. Jest nim częsta zmiana pozycji. Ustaw oparcie tak, by nie zapadać się w fotelu, podeprzyj stopy, nie trzymaj portfela w tylnej kieszeni i zaplanuj postoje na krótki spacer. W pociągu lub samolocie wstawaj, gdy jest to możliwe. W samochodzie zatrzymuj się regularnie, zanim plecy zaczną krzyczeć.
Kręgosłup zwykle nie domaga się idealnej pozycji. Domaga się następnej pozycji.
